Pocztówki z tłumaczeń: Emilie Himeur, tłumaczka EN/IT>FR w Genui, Włochy

29 grudnia 2021

W erze cyfrowego nomadyzmu rzucenie palenia i poszukiwanie nowego miejsca do życia, wraz ze wszystkimi związanymi z tym nowymi doświadczeniami, jest opcją dostępną dla wszystkich. Ale być może jako tłumacze, uzbrojeni w nasz dar językowy i sprawdzoną zdolność adaptacji kulturowej, jesteśmy szczególnie dobrze przygotowani do takiego wyboru. Możemy spojrzeć na mapę, wbić w nią szpilkę i w zasadzie zdecydować, gdzie chcemy stworzyć nasz nowy dom. Dokładnie tak samo postąpiła pewnego pięknego dnia Emilie Himeur. Jako rodowita Francuzka pracująca w języku angielskim, oddała się głęboko odczuwanej tęsknocie za życiem nad morzem, połączonej z potrzebą słońca, pięknego języka i wysokiej jakości podejścia do życia (nie wspominając o kontekście ekonomicznym mniej wymagającym niż ten we Francji czy Anglii) ... i zdecydowała się na Genuę.


Miasto (Genova po włosku) jest stolicą regionu Liguria i jest szóstym co do wielkości we Włoszech. Przez ponad siedem wieków (dokładnie odXI do 1797 roku) było jedną z najpotężniejszych stolic morskich, a szczególny rozkwit przeżywało odXII doXV wieku. Odgrywał wiodącą rolę w handlu, stał się jedną z głównych potęg morskich kontynentu i był uważany za jeden z najbogatszych miast na świecie. Oprócz bogactwa historycznego, miasto ma również tradycje kulturalne - było miejscem narodzin Kolumba, Paganiniego i słynnego architekta Renzo Piano. Jerzego - taką samą jak w Anglii, choć zdecydowanie odradza się określanie jej mianem "flagi angielskiej", gdy jest się w mieście...

 

Na południowym wschodzie miasta znajduje się urocza dzielnica Nervi, niegdyś wioska rybacka, usiana kolorowymi, stuletnimi willami, malowniczymi ogrodami botanicznymi i Passeggiata Anita Garibaldi, dwukilometrową nadmorską promenadą, na którą w weekendy zjeżdżają Genueńczycy. W powietrzu unosi się zapach wszechobecnych drzew cytrynowych i pomarańczowych, przeplatanych oliwkami i palmami, a wąskie przejścia, zwane creûze, łączą wzgórze z morzem. Jeśli chodzi o kulinaria, pesto i focaccia to miejscowe specjalności, więc raczej nigdy nie będziecie tu głodni.

Łatwo zrozumieć, dlaczego Emilie wybrała to miasto, a w szczególności tę dzielnicę - spełnia ona wszystkie kryteria. Wystarczająco duże, by mieć zróżnicowaną ofertę kulturalną, wystarczająco małe, by pozostać niedrogim, dobrze skomunikowane z Francją i położone na wybrzeżu. A kiedy już odwiedziła to miejsce, była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Ale historia Emilie związana z tłumaczeniami sięga jeszcze dalej. Po ukończeniu studiów z zakresu marketingu, a następnie politologii w Bordeaux i uzyskaniu tytułu doktora, po kilku latach przeniosła się do Anglii i znalazła pracę jako "lingwista francuski" (tłumacz i korektor) w firmie LSP: stanowisko wewnętrzne, obejmujące również szkolenia. Praca szła dość dobrze, ale tęsknota za bardziej południowymi klimatami szybko zaczęła dawać o sobie znać i decyzja o przeprowadzce była łatwa - nie tylko do Włoch, ale do wolności, jaką daje życie freelancera.

 

Nauka włoskiego była oczywiście naturalnym krokiem, choć jak wielu ludzi, którzy przybywają do obcego kraju w wieku dojrzałym, Emilie nie zawsze znajdowała okazję, by mówić w nim tak dużo, poza powierzchownymi rozmowami w kawiarni. Jeśli nie ma się kolegów z pracy lub partnera, nabranie płynności może być prawdziwym wyzwaniem. Jej partner jest Amerykaninem (co tłumaczy jej angielski z amerykańskim akcentem), a większość jej życia towarzyskiego toczy się również w języku angielskim - tak po prostu ułożyły się sprawy.

 

Niedługo po przyjeździe do Włoch, po założeniu darmowego profilu, Emilie zobaczyła ogłoszenie o konkursie na tłumaczenie. Jako osoba, która dopiero zaczyna pracę jako freelancer, pomyślała, że będzie to dobra okazja do uzyskania informacji zwrotnej, więc skopiowała tekst źródłowy i przetłumaczyła go. Dopiero kiedy wróciła, aby przesłać swoje zgłoszenie, zorientowała się, że konkurs jest otwarty tylko dla płacących członków. Na tym etapie włożyła już w to tyle pracy, że byłoby frustrujące, gdyby to wszystko przepadło, więc zapłaciła składkę członkowską - i wygrała konkurs!

 

Kilka miesięcy później Emilie pozyskała swojego głównego klienta dzięki pracy zamieszczonej na Platformie, który wkrótce pokrył koszty jej członkostwa. Od tamtej pory jest członkiem Platformy i nie wyobraża sobie, że mogłaby go nie mieć. Jest również członkiem grupy Translation Mastermind, chociaż skłonność do introwertyzmu i syndrom oszusta wokół jej (doskonałego) angielskiego powstrzymuje ją czasami przed wniesieniem wkładu, który chciałaby wnieść.

 

Dzień zaczyna się około 7-8 rano: nie potrzeba budzika, gdy pies Aristote dba o to, byś obudził się i zabrał go na spacer. I to jest pierwsza rzecz, którą robi Emilie, nie czując się do końca rozbudzona, zanim nie zaczerpnie świeżego powietrza, widoku morza i naturalnego światła. Poranny rytuał nie jest jednak kompletny, dopóki nie zaparzy kawy w typowo włoskim dzbanku Moka.

 

Jak w przypadku wielu z nas, jej plan dnia może się bardzo różnić w zależności od dnia - na przemian jest bardzo zajęta i niezajęta. Ale zamiast stresować się, gdy czasem robi się cicho (Emilie twierdzi, że nie lubi marketingu, mimo że studiowała ten przedmiot), uczy się rosyjskiego lub spotyka się z przyjaciółmi na kawę lub aperitivo. Nie mówiąc już o kąpieli w morzu - choć tylko latem...

 

Ma tendencję do pracy w weekendy - unikając hord Genovese, które zjeżdżają się w niedziele - i preferując okazjonalne spokojne dni wolne. Praca w niedziele pozwala jej również w pełni skoncentrować się na tekstach, bez konieczności zajmowania się mailami od klientów - w życiu freelancera chodzi o to, by zminimalizować presję.

 

Cztery główne obszary specjalizacji Emilie to psychologia (artykuły, treści w aplikacjach i medytacje), nauki humanistyczne i humanistyczne i społeczne (prace badawcze), marketing oraz HR. Najczęściej pracuje z międzynarodowymi agencjami, co ma sens, ponieważ zajmuje się głównie tłumaczeniami z języka angielskiego.

 

Największe wyzwanie życia we Włoszech jest strona administracyjna. nieporęczne biurokracja nie ułatwia prowadzenia własnej działalności gospodarczej, zwłaszcza gdy jest się obcokrajowcem (nawet jeśli jest to nieco łatwiejsze, gdy jesteś z UE). Naprawdę potrzebujesz księgowego, znanego jako commercialista, który działa jako pośrednik między tobą a administracją podatkową. Co jest absolutnie konieczne, twierdzi Emilie, ponieważ podatki są bardzo wysokie.

 

Poproszona o podanie cytatu, który ją inspiruje, Emilie mówi, że nie jest nie przepada za inspirującymi cytatami, ale ale mimo to lubi ale podoba jej się duch tej linijki z "The Dharma Bums" Jacka Kerouaca: "Pewnego dnia znajdę właściwe słowa, a będą one proste".

 

Motto pasujące do tłumaczy, pisarzy, korektorów i wszystkich tych, którzy ze słów żyją.

Więcej na: http://otwartazacheta.pl

image

Wojciech Kowal

Redakcja lingua-projekt.pl