Pocztówki z tłumaczenia: Joseph Kuria w Nairobi, Kenia

30 września 2021


Zamknij oczy i pomyśl o Kenii. Prawdopodobnie pierwsze, co przyjdzie Ci do głowy, to majestatyczna dzika przyroda i słynni biegacze długodystansowi. Ale kraj ten ma o wiele więcej do zaoferowania niż tylko te proste stereotypy, a gdzie lepiej niż w Nairobi można zacząć się o tym przekonywać...

W centrum miasta znajduje się gąszcz podobnych do siebie wieżowców, wszystkie tętnią biznesową aktywnością. Na ulicach ruch uliczny huczy i piszczy, a motocykle mkną pomiędzy samochodami, ledwo omijając mikokoteni (wózki ręczne), które przewożą zaopatrzenie przez miasto. Mieszkańcy Nairobi zawsze się spieszą, pędzą obok ciebie jak wiatr z dużą prędkością, czy to w drodze do pracy, czy to pędząc do domu po wieczornej zmianie, czy to szykując się na noc na mieście w całej swojej okazałości.

Kolejną warstwę dźwięków w tej miejskiej kakofonii tworzą naganiacze krzyczący na drzwiach zatłoczonych matatusów - transporterów, które przemierzają całą metropolię. Nie wspominając już o handlarzach, którzy domagają się uwagi, sprzedając swoje mitumba - używane ubrania, które stanowią ogromny rynek w Kenii.



Poza hałasem, jedzenie jest kluczową częścią życia w mieście, z nyama choma (pieczonym mięsem) dostępnym wszędzie, od szałasów znanych jako vibandas, po miejskie restauracje i pięciogwiazdkowe hotele.

A jednak, z dala od zgiełku i wrzawy, miasto może poszczycić się całym parkiem narodowym na swoim terytorium - oferując mile widziane wytchnienie i uciekającą szansę na połączenie się z dosłownym znaczeniem słowa Nairobi: "chłodne wody". Jest to idylliczne odniesienie, o którym łatwo zapomnieć w mieście, które nigdy nie śpi.



Tłumacz Joseph Kuria urodził się i wychował na obrzeżach stolicy i dorastał w czterech różnych hrabstwach - każde z własnym językiem i kulturą. Kenia jest domem dla 42 plemion, które mówią ponad 50 dialektami i językami - wiele z nich jest dla siebie całkowicie niezrozumiałych. Podczas gdy angielski służy jako lingua franca w kręgach rządowych, suahili jest de facto językiem narodowym. Mimo to większość ludzi woli na co dzień rozmawiać w swoim języku ojczystym. Ten językowy tygiel jest jeszcze bardziej fascynujący ze względu na pojawienie się młodzieżowego języka zwanego Sheng, który czerpie z wielu języków kraju i nieustannie się zmienia - do tego stopnia, że kiedy Josephowi pokazano artykuł w gazecie opisujący najnowsze slangowe słowa, które pojawiły się na ulicach, rozpoznaje on tylko połowę z nich, mimo że sam jest młody i doskonale orientuje się w miejskiej kulturze.

Jako osoba mówiąca w języku Kikuyu, Joseph był uczony obowiązkowego suahili - którego uczył również jego ojciec - od poziomu podstawowego. Po ukończeniu studiów licencjackich na Uniwersytecie w Nairobi w 2011 r. rozpoczął pracę jako badacz społeczny dla różnych organizacji pozarządowych i podmiotów rządowych i codziennie stykał się z barierami językowymi tego kraju, podróżując po 47 hrabstwach i przeprowadzając wywiady z osobami posługującymi się różnymi dialektami, z których część w ogóle nie mówiła w suahili.

W obliczu tego językowego dylematu, Josephowi przyszło do głowy, że kariera tłumacza na język suahili i budowanie mostów między językami to jedna z opcji. Początki nie były łatwe, ze względu na biurokrację rządową i brak oprogramowania do tłumaczenia - chociaż Google Translate był bardzo pomocny (zazwyczaj jest dla początkujących). Wkrótce jednak natknął się na ProZ.com i nie tracił czasu na poznawanie narzędzi, sieci i kursów. ProZ przyniósł mu również pierwszego klienta, kontakt z narzędziami CAT oraz grupę suahilijskich mówców, którzy udzielali pouczających i autorytatywnych odpowiedzi na pytania KudoZa. Zaczął też dowiadywać się więcej o stawkach za pracę i udało mu się uniknąć pułapki low-end od samego początku.



Typowy dzień zaczyna się o 6.00 rano od około 50-minutowego joggingu, po którym następuje śniadanie w domu, który oczywiście jest również biurem. W menu znajdują się pieczone w piekarniku słodkie ziemniaki i jego ukochana kenijska herbata kruszona z fabryki, z dodatkiem liści rozmarynu, imbiru i cytryny. To idealny napar na jego lekko chłodnych przedmieściach 20 km za miastem - wzmacnia system odpornościowy i sprawia, że jego umysł pozostaje młody i jasny. Praca zaczyna się o 7:00 i często trwa do około 1:00 w nocy, w zależności od tego, jak pilne jest zlecenie. Długie dni, ale także szansa na cieszenie się wolnością freelancera, który nie jest narażony na korki w mieście.

Przez cały dzień pije się więcej herbaty - o wiele więcej niż kawy - a jako teetotaller piwo nie wchodzi w grę. Nie ma stałych pór obiadów i kolacji, ale Joseph sam gotuje wszystkie posiłki, ponieważ nie odpowiada mu ani żywność z lodówki, ani jedzenie z ulicy. Jego ulubione potrawy to Ugali (sztywna kasza) z warzywami, mukimo (puree z ziemniaków, warzyw i zbóż), a wszystko to przyrządzone na ryżu z ziarnami i owocami, których jest pod dostatkiem. Raz na jakiś czas zje trochę nyama choma, a wieczorem może kęs mutura (pysznej kenijskiej kiełbasy z przyprawionego mięsa mielonego) - ulubionego przysmaku Kenijczyków na koniec dnia. Bez wątpienia nocą smakuje lepiej...

kenia




Większość tekstów Josepha koncentruje się wokół nauk medycznych i przyrodniczych, z okazjonalnymi wypadami w kierunku nauk społecznych, edukacji, spraw rządowych i IT. Jego klienci są zarówno krajowi, jak i międzynarodowi, choć ci ostatni zwykle przysyłają więcej pracy.

Biurokracja jest uciążliwa, ponieważ departamenty rządowe nakładają zbyt wiele rygorystycznych wymogów. Czasami może to osiągać śmieszne skrajności, jak w przypadku, gdy ogromna agencja z siedzibą w Hiszpanii wysłała niedawno Josephowi Josephowi tłumaczenia techniczne związane ze zdrowiem, zlecone przez, zgadliście, kenijskie władze. Niedawne tłumaczenie COVID zostało zlecone zagranicznej firmie przez kenijską agencję, która ma w swoich aktach nazwisko Josepha, a i tak trafiło do jego komputera. Jest to źródło irytacji i frustracji.

I chociaż praca dla zagranicznych klientów nigdy nie jest łatwa, Josephowi udało się nawiązać wiele długoterminowych relacji z klientami, którzy wystawili mu korzystne recenzje. Stawki nigdy nie są tak hojne - ani płatności tak szybkie - jak by sobie tego życzył, ale wie, jak bronić swojego profesjonalizmu.



Przynajmniej Internet jest superszybki, a przerwy w dostawie prądu nie są już tak częste jak kiedyś. Co więcej, freelancing umożliwia Josephowi pracę w domu i tym samym uniknięcie wielu kosztów, które ponoszą firmy. Zero podatku dochodowego od osób prawnych, zero kosztów transportu, zero opłat komunalnych - i tyle herbaty, ile może wypić.

Weekendy nie różnią się zbytnio od dni powszednich, choć zawsze jest czas, by obejrzeć mecz piłki nożnej lub wyruszyć na wędrówkę po licznych wzgórzach i dolinach Kenii. Idealne miejsce, z którego można spojrzeć z dystansu i zastanowić się nad cytatem Mandeli, który w pewien sposób zawiera wszystko to, co zainspirowało go do zajęcia się językami i zostania tłumaczem: "Jeśli mówisz do człowieka w języku, który rozumie, to trafia to do jego głowy. Jeśli mówisz do niego w jego języku, to trafiasz do jego serca".
 

image

Wojciech Kowal

Redakcja lingua-projekt.pl